Archiwum dla Marzec 2009

nieuchronnie zbliża się ten dzień. dzień, w którym opuszczę moje obecne miejsce zamieszkania. i nie chodzi mi tu o szpan typu ‚paczta, sie wyprowadza i jeszcze sie z tym obnosi’, bo w ogóle nie chodzi mi o szpan. chodzi mi raczej o poinformowanie o konsekwencjach, które niesie ze sobą przeprowadzka. a mianowicie wraz z jej dniem (do czego prowadzi logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy) zostanie zawieszony (jak to brzmi-co najmniej jak bym mówił o onecie czy innym wp) ten wordpress. także tego..no. krótko mówiąc: na nowych śmieciach nie będzie (przez mam nadzieję krótki czas) internetu-nie będzie wordpressa. chyba, że w poniedziałki na TI będę coś skrobał.

kącik muzyczny na dziś: to.

Reklamy

found on DA.
podawać z tym.

Trwa ta sama zima, co zawsze. Jeszcze
piękniejsza. Pełna. Sucha i cicha. Ręce kostnieją i tylko skrzypce grają. Wiolonczele, ciemne
drewno. Śnieg pęka na gałęziach. (…) Przetrwa ta sama zima, co zawsze.
Rozchylam dłonie i widzę tylko kolejne ruchy: poranki i deszcze, mgły, w których wszystko
się roztapiało lub gasło. Trwa Symultana.
Małgorzata pokazała mi dziś kolejne fotografie. Co z tego. Między (…) jest pięćset
kilometrów szyn, są wraki statków zanurzone we mgle, są sukienki..

Vithren | O plamach


nawet materia się sprzeciwia. a podobno mam dobry humor.

fastigium

dziwne uczucie, być wciśniętym do środka, do siebie samego. odkrywa się, że jednak cierpi się na klaustrofobie, a jakakolwiek myśl, nawet próby wyjścia na zewnątrz czy roztrzaskania tego czegoś jakoś o coś przyprawiają o mdłości i gęsią skórkę strzelającą w kark i biegnącą w dół po kręgosłupie.
cytując: ..dude, wtf?

zgniła ambicja

jest jeszcze płyta z krówskiem.

This is a plastic’s age, man, a plastic’s age

kupa mentalna
skręć w prawo
nie, skręć w lewo
pieprz to
stać

nie ma ani zimy, ani wiosny
nawet jesieni to nie przypomina
mogłaby się już stąd wynieść

na szczęście jest płyta z pryzmatem.

31.

Nie można żyć z kimś, kto żongluje cieniami, poskramia mole, spędza całe dnie układając obrazki z tęczowych kręgów, które oliwa pozostawia na Sekwanie. Ja i moje kłódki, moje klucze w powietrzu, ja, piszący dymem… Oszczędź sobie odpowiedzi, którą widzę na twych ustach: nie ma bardziej zabójczych substancji niż te, które przenikają wszędzie, które wdycha się nie wiedząc o tym, w słowach, w miłości, w przyjaźni. Już najwyższy czas, żeby mnie zostawiono samego, samiutkiego jak palec w nosie. Musisz przyznać, że nie czepiam się jak rzep psiego ogona. (…) Jak na drugi raz wpadniesz na mnie na ulicy, pamiętaj, że mnie nie znasz.

0040

Logos, faute eclatante.

przeklęte zatoki. najchętniej pozbyłbym się nosa na jakiś czas. ledwo oddycham. a ktoś (nie byle jaki ktoś) powiedziała mi nawet jak pachnie powietrze.

jutro Katowice, a ja do tej pory umiem tylko tekst. trzeba się będzie wziąć do roboty jeszcze w pociągu, aaa najpóźniej w czwartek.

świeże, blade jeszcze pędy, pianino, kładziesz się na trawie, pianino, pianino..

brackets

nie ma to jak pójść do babci i nudzić się przez jakieś 3 godziny. no, do dziadka, w końcu to były jego urodziny. ciasto przynajmniej dobre było. kawę już sam sobie musiałem zrobić.
i te wszystkie ciotki. tak się nie dzieje tylko na filmach. ‚ale ty wyrosłeś’, ‚ale masz piękne włosy’ (zazdrościsz?), ‚ile to czasu już cię nie widziałam..’ (mnie to pasuje). później przegląd dokonań wszystkich wnuczków na forum rodziny. zasrany targ próżności. na szczęście moja mama nie sprzedaje na tym targu i dzieli się jakimiś informacjami dopiero po pytaniu ze strony jakieś ciotki, która właśnie skończyła opowiadać o tym, jak to jej 19-letni ‚synek’ dostał 5 z matematyki. i to w sienkiewiczu (moje gratulacje).
rozmowy przez cały stół i to przekrzykiwanie się. ludzie, dajcie chociaż wiadomości obejrzeć.
(jak to dobrze, że zabrałem słuchawki.) wśród kolejnych kaw, toastów za wszystko (alfabetycznie powinni lecieć. łatwiej by mieli), kawałków szarlotki, nieudanych dowcipów (ale śmiać się wypada), atmosfery wypełnionej przechwalaniem się tym kto ma świeższe wiadomości ze świata gospodarki, kto jest na czasie z kursami walut, próbuję się odciąć i nie myśleć o tej zatęchłej ‚naturalności’ rzuconej na odświętny obrus. jak zwykle z pomocą przychodzi muzyka.
ktoś coś do mnie mówi, a ja się uśmiecham udając, że jej/jego słucham. gdy ‚rozmowa’ zabrnie za daleko odpowiadam: ‚no, no’. nie lubię brać udziału w tych rozmowach, bo wszystkie są o tym samym. monotematyczność.
-ale się źle dziś czuję
-to przez pogodę
-pewnie jesteś meteo..meteo..ten, no
-meteopatą
itd. (zmierzcie sobie ciśnienie. to zawsze pomaga.)

dzień frustracji, kawy i niskiego ciśnienia. przynajmniej dwa odcinki house’a były porządne.

do wcześniejszego indie rockowego kawałka dorzucam jeszcze coś takiego.