#05 zagrasz?

Nagle zaczynam lepiej rozumieć przerażający gest „Adama” Masaccia. Zakrywa twarz, aby osłonić wizję tego, co było jego własnością. W tej małej, ręcznej nocy przechowuje ostatnie wspomnienie swojego raju. I płacze (bo przecież jest to równocześnie gest człowieka kryjącego łzy) widząc, że wszystko jest nadaremne, że prawdziwa kara teraz się zaczyna, a jest nią zapomnienie Edenu, a więc owczy konformizm, tania, brudna radość z pracy, spocone czoło i płatny urlop.

każdy miał kiedyś swój Eden. gdy miałeś 6 lat był to nowy samochodzik lub lalka. z wiekiem Eden stawał się coraz mniej materialny, by ostatecznie przyjąć postać znaną tylko Tobie i wciśniętą w pamiętnik wspomnień w tylko Tobie znane miejsce. zawsze gdy otwierałeś myśli na tej stronie, uśmiechałeś się.

kiedyś musiał przyjść ten dzień, w którym robiąc porządki przez przypadek pozbyłeś się pamiętnika.
a może to on pozbył się Ciebie?
panicznie zakrywasz twarz rękoma, by we właśnie stworzonym pomieszczeniu raz jeszcze go poszukać.

paradoks. czy nie jest Ci lżej bez ciężaru Edenu? bez konieczności pielęgnowania samochodziku czy lalki?
aż wstyd się przyznać jak łatwo przyszło Ci wymazanie ze słownika tego terminu.

terminu?

metafory, metafory.

Reklamy

#04 Storm

koleżankowa twórczość:

Przez ciemne ulice
mknęły cienie
latarnie tworzyły obłudne aureole
w których czaiły się rude loki
spojrzenie pozbawione ognia
rozpalającego ludzkie serca
budząc do zabawy
w piaskownicy dzieciństwa
ziarnka piasku pod paznokciami
umorusane dłonie
potargane rajstopy

dzisiaj trzyma w dłoni lalkę
z rudymi lokami

najlepiej smakuje z:

czasem spotka się właśnie takie rude loki. na pierwszy rzut oka radosne, z piegami, takie, którym nic nie brakuje. akurat gadasz przez telefon i nie bardzo cię obchodzą takie loki (ignorant). wraz z wsunięciem telefonu do kieszeni, dokonujesz odkrycia godnego nagrodzenia siebie samego policzkiem (nie za późno się zorientowałeś?). pod lokami wiatr wyrzeźbił coś na wzór grymasu tylko nieśmiało naśladującego dawno zbladły już uśmiech. drugi policzek. pod lokami ukrywa się makijaż brudu. pod lokami Ty bojący się wypuścić dopiero co złapaną chwilę, oddech.

idziesz czasem chodnikiem dzieląc się z innymi, tym zgrabnie uszytym w domu, uśmiechem. ludzie mają cię dosyć, bo ich na coś takiego nie stać. z następnym krokiem starsza pani, którą ktoś oszukał w sklepie, sprowadza cię na ziemie, dzieląc cię po pysku swoim spojrzeniem.

odebrać komuś coś zupełnie jego, istniejącego dla niego, stworzone przez niego.

czuj się teraz jak rude loki. miło, nieprawdaż?

#03

beztytułowo, ponieważ Palud mnie zdeprymował. o.
ale nie o tym.

dajcie upust swoim emocjom przy tym. i 1:13.

a kit z pisaniem. widocznie w niedziele nie da się stworzyć nic sensownego.

#02 napadao

a chwaliłem się niedawno, że w głowie ułożyłem sobie cały wpis na dziś. a miał być taki fajny (przynajmniej ja tak sądziłem), taki plastyczny, taki z przesłaniem (chyba) i w ogóle.
ale zmęczenie robi swoje. zanim przyszedłem (w zasadzie ‚przyszłem’, bo byłem niedaleko od domu) zdążyłem wszystko zapomnieć. a mówiłem sobie, odpalę komputer, włączę mozille, zaloguje się wszędzie gdzie się da i podzielę się moimi skromnymi przemyśleniami i obserwacjami.
miało być o głupiej babie, która mimo swego nikczemnego wzrostu, spojrzała na mnie ‚z góry’, o ludziach, którzy (dalej) mimo ‚pchać’-ciągną (analfabeci czy co?), o innych ludziach, którzy płacąc 89 groszy za program telewizyjny, wymagają świetnej jakości papieru, wywiadów z gwiazdami, horoskopów, konkursów, krzyżówek, a najlepiej jakiegoś gratisu np. w postaci dobrego filmu na dvd. mniej więcej o tym miało być.

nie wypada stawiać się wyżej od innych (a przynajmniej nie pokazywać tego. zostawić to dla siebie i delektować się tą myślą), trzeba czytać i uważać, a wymagając należy dawać też coś od siebie.
ale to wszystko to prawdy znane i objawione. jedynie przypomniane.

a! i na końcu był jeszcze cygan-hochsztapler sprzedający obrazki z papieżem. cygan na śniegu. napadao trochę.

#01 malyna

wstajesz, rozwierasz paszcze by zachłannie nachapać się powietrza, spoglądasz przez okno, w którym widzisz bliźniaczo podobny blok, stawiasz nogi na czymś, co po sobotnim odkurzaniu przypominało dywan i..(ku***) ktoś śmiał zajebać mi moje kapcie (papcie, chapcie, srapcie, jak tam sobie chcecie). z oczami za mgłą i przeświadczeniem, że rano nic gorszego stać się nie mogło, wtaczam się do kuchni. otwieram półkę i już z mniejszym zdziwieniem, ale za to z głośniejszą k***ą w myślach, spostrzegam, że nie ma moich ulubionych płatków śniadaniowych.

i tak cały dzień. nawet 25 nie przyjechało.

lepiej z góry założyć, że czegoś niema, nie będzie, nie ma prawa być, bo potem jest łatwiej odrzucić to od siebie niż sromotnie się przejechać po stracie. a jak będzie to się ciesz, że ci się trafiło.

na koniec belgijski shit nie na temat:

piesek_belgia

#00

pierwszy wpis i już dylemat co napisać. ale nic.

znalazłem w sobie odrobinę dobrych chęci i z pokładów niewykorzystanego czasu, natłoku mniej lub bardziej dojrzałych przemyśleń, mniej lub bardziej filozoficznych wywodów i nudy, która (szczególnie w ferie) zżera mnie od wewnątrz-powstał, a raczej będzie powstawał „Just another WordPress.com weblog”.

starczy na początek. bez brawury.

tworzone przy:
Bonobo – Silver